Top Wszech Topów

Ludzki mózg ma pewne… nawyki. Skłonności, które mają nam ułatwić „ogarnianie” rzeczywistości. Jednym z bardziej niezwykłych jest potrzeba dostrzegania wszędzie twarzy 😉 To ta przypadłość każe nam widzieć twarze na zaparowanych szybach, na niebie czy na powierzchni księżyca. Kolejną jest potrzeba kategoryzowania, układania w drzewa zależności, chowania wszystkiego w szufladki i katalogi. Każdy, kto choć raz rozmawiał z kilkulatkiem opętanym potrzebą opanowania świata dinozaurów zna ten bolesny aspekty jednego z „dziwactw” naszego mózgu. Ale najciekawszym w kontekście radia jest bzik na punkcie układania rankingów. Przekładania mechanizmów typowych np. dla sportu na wymiary nie do końca przystające. Ale w sumie… wszystko przecież można zmieścić w rankingu, wystarczy dopchać kolanem 😉

Tak też jest z muzyką. Odkąd stała się gminną rozrywką i zagościła w zbiorowej świadomości, zaczęliśmy pytać – która piosenka jest fajniejsza, który wykonawca lepszy, która z jego płyt jest naj… Po co? Patrz: dinozaury w głowie 5-latka 😉

 

Totalne szaleństwo

Jednak powiedzenie, że poświęcanie czasu i uwagi na takie podejście do muzyki jest cokolwiek nieroztropne byłoby takim samym błędem, jak mówienie grupie osób klęczących przed jakimś wzorem na szybie, że mają trochę nierówno pod… czupryną. Mniejsza o to, że pewnie odpowiedzieliby agresją, ale skoro klęczą, to coś nimi zawładnęło, a jeśli zawładnęło to są co najmniej ciekawym zjawiskiem do obserwacji. Jak ci wszyscy, którzy odpalali radiową Trójkę co roku w pierwszym dniu stycznia, aby sprawdzić czy jednak Led Zeppelin czy może Dire Straits. Czy najlepszym reprezentantem barw biało-czerwonych w tym zestawieniu będzie Niemen czy jednak Perfect. Dzwonili, a potem klikali, by coś zostało zagrane wcześniej, a coś później – nadal chcecie naśmiewać się z tych przy zaparowanej szybie? 😉

 

Listy z sympatii, listy sprzedaży

Tu chyba dochodzimy do momentu, kiedy nasza chorobliwa potrzeba systematyzowania sprawia, że musimy dokonać pewnego rozgraniczenia. Kiedy myślimy o piosenkach poukładanymi w ponumerowanej kolejności to albo mamy do czynienia z zestawieniem, którego jedynym powodem istnienia jest zabawa lub takim, które – przy wsparciu coraz bardziej wysublimowanych narzędzi – próbuje ocenić pewien świat. Świat, który przecież jest ogromną częścią gospodarki, jest biznesem, a nawet showbiznesem! Skoro oceniamy, z różnych powodów, bezrobocie, wydajność pszenicy z kwintala czy poziom szkolnictwa w danym kraju,  to z tak samo różnych powodów showbiznes sprawdza czego ludzie słuchają. A mówiąc dokładniej, jaką muzykę zamkniętą w utwory i albumy ludzie są gotowi kupić, mniejsza o to jak za to płacąc.

Pomińmy ten drugi aspekt – jest nudny i racjonalny.

 

Polacy zaczynają głosować

Pierwsza w Polsce radiowa lista przebojów wystartowała, kiedy Marek Niedźwiedzki chodził do piątej klasy. A dokładnie szedł na inaugurację piątej klasy, bo notowanie nr 1 słuchacze Rozgłośni Harcerskiej usłyszeli 1 września 1965 roku. I tak aż do 1998 roku, kiedy to Rozgłośnię Harcerską zastąpiła Radiostacja. Legenda (a być może wcale nie legenda) mówi, że notowania tej listy były w latach 70tych drukowane w kultowym magazynie Billboard – medium, które przez dziesięciolecia pokazujące światu co jest najważniejsze w muzycznym „rankingowaniu” wszystkiego i wszystkich.

W międzyczasie pojawiła się „ona”, jedna z największych rozrywek pokolenia dzisiejszych 40 i 50 latków – Lista Przebojów Programu Trzeciego. Socjo-kulturowy fenomen, na który złożyło się kilka elementów. Globalny wymiar Trójki, radia ogólnopolskiego, nadawanego w elitarnym wówczas paśmie UKF. Wyjątkowy czas stanu wojennego oraz atmosfery izolacji od kultury zachodu. Nowatorski pomysł na format tej audycji, stworzony przez wyjątkowego prowadzącego – Marka Niedźwiedzkiego. Można powiedzieć, że tak jak w latach 70 polskie ulice wyludniały się w trakcie emisji kolejnych odcinków Kobry, tak w latach 80tych w sobotnie wieczory, a w latach 90 w piątkowe wieczory, setki tysięcy trójkowiczów podkręcało odbiorniki przy pierwszych dźwiękach „Look of Love” zespołu ABC.

 

Głosowaliśmy na co nam kazali?

Przez prawie 2 dekady Lista Trójki – podobnie jak jej starsza siostra – powstawała w oparciu o kartki pocztowe z głosami, przesyłane przez słuchaczy w odpowiedzi na typy wskazywane przez twórców listy w trakcie całego tygodnia (początkowo głosowanie obejmowało wszystkie utwory jakie pojawiały się na antenie Trójki). Mechanizm, który dla pokolenia dzisiejszych milenialsów będzie pewnie co najmniej tak bezsensowny, jak przeprowadzanie wyborów parlamentarnych w PRLu. Ale przecież nie było wtedy wcale istotne, jak powstawało kolejne notowanie, liczyło się jedynie, ile w tej zabawie było radości, autentycznej radości! A tym samym milenialsom można by dziś powiedzieć, że Niedźwiedzki i jego współpracownicy, decydujący na co można, a na co nie można zagłosować, byli protoplastami Cambridge Analytica, która decyduje za nich (tychże milenialsów), jak zagłosują w najbliższych wyborach 😉

 

“Keep on rockin’ in the free world”

Burzliwe lata 90 to czas, kiedy hegemon musiał się zacząć mierzyć z konkurencją. Z coraz drapieżniejszą konkurencją w postaci pierwszych rozgłośni komercyjnych: RMF FM oraz Radia Zet, a także dziesiątek lokalnych, prywatnych radiostacji. Wszystkie one stawiały na sprawdzony format listy przebojów, szukając równocześnie nowatorskiej formuły na wyróżnienie się. RMF wprowadził telefoniczny system wskazywania „fajniejszego” utworu, czyli sławne Hop-Bęc, a Zetka swoją „Komputerową Listę przebojów”.

17 czerwca 1997 r. na antenie stacji RMF FM rozbrzmiało pierwsze notowanie listy Hop-Bęc, która niemal na 5 lat zagościła w domowych radioodbiornikach kilku milionów Polaków. Dwugodzinne zestawienie 20 przebojów oraz dodatkowo kilka propozycji do listy od poniedziałku do piątku (a w okresie od września 2001 r. do lutego 2002 r. – w weekendy) prezentował jeden z najpopularniejszych radiowców w Polsce, Marcin Jędrych. To właśnie Hop Bęc stało się symbolem zmian w najpopularniejszej stacji radiowej, od tego czasu pewien rodzaj popu zaczął być określany jako „rmf’owy”, a słuchacze zaczęli być zamęczani wybranymi hitami do granic wytrzymałości.

 

Co by tu jeszcze poukładać w listę?

Kolejnym etapem rankingowego szaleństwa było wybieranie utworów do zestawień rocznych czy „wszechczasowych”. Potrzeba układania w rankingi wyszła poza bieżący stan muzyki i objęła wszystko, co było do objęcia. Można powiedzieć, że to apogeum było równocześnie symbolem zużycia się tej formuły. Nie znaczy to oczywiście, że XXI wiek „wyleczył się” z układania piosenek w listy. Wręcz przeciwnie, trudno o radiostację, która nie nadawałaby dziś jakiegoś topu. Jednak w ogólnym odbiorze chyba coraz bardziej jest to prostu kolejny rodzaj playlisty, kolejny sposób prezentowania pewnego klucza na granie w radiu piosenek. Nikt już chyba nie przyzna się do jakichkolwiek emocji związanych z takim czy innym układem na liście, dla nikogo nie ma już znaczenia pozycja ulubionych artystów w zestawieniu. Naszą wyobraźnią zawładnęły dziś wyniki odsłuchań w serwisach streamingowych, a audytoria skupiają się na swoich bańkach – na tym, kto jest najpopularniejszym hip-hopowcem wśród hip-hopowców, czy najczęściej granym DJem wśród DJów. Radio przestało być nam do tego potrzebne. Symbolicznym jest więc fakt, że największym wydarzeniem w świecie list przebojów w minionym roku było zamknięcie trójkowej listy-symbolu w atmosferze… (proszę sobie tu wpisać swoje określenia, mogą być ułożone w listę 😉).

 

Świat czasów post-topowych

Emocje opadły, jednak kolejne pomysły na listy przebojów pojawiają się nadal. Newonce co roku w styczniu puszcza oko do członków plemiona Trójkowiczów nadając hip-hopowy top wszechczasów. Radio Orbit konsekwentnie promuje w ten sposób młode polskie zespoły. Przekonania, że lista może być świeża, inspirująca i „taka jak kiedyś” nie traci twórca Radiospacji i ikona list przebojów Rozgłośni Harcerskiej oraz Radiostacji – Paweł Sito. A na antenie Trójki możemy usłyszeć przegląd światowych list przebojów prowadzony przez Łukasza Ciechońskiego. Nadawany jest w piątki, o godzinie 19:00…